Kim był św. Szczepan: podstawowe fakty i żywy człowiek za tytułem „pierwszy męczennik”
Żyd hellenista, diakon, świadek Zmartwychwstałego
Św. Szczepan, nazywany „pierwszym męczennikiem Kościoła”, był jednym z pierwszych wyznawców Chrystusa w Jerozolimie. Pismo Święte opisuje go jako mężczyznę „pełnego wiary i Ducha Świętego” (Dz 6,5), pochodzącego z grupy tzw. Żydów hellenistów. Oznacza to, że był Żydem, ale posługującym się na co dzień językiem greckim, wychowanym w kulturze bardziej „diasporycznej” niż typowo jerozolimskiej.
Nie był apostołem w ścisłym znaczeniu tego słowa, ale należał do szerokiego grona uczniów, którzy uwierzyli w Zmartwychwstałego. Apostołowie powierzyli mu funkcję diakona – sługi wspólnoty – co w praktyce oznaczało zarówno troskę o ubogich, jak i żywe zaangażowanie w głoszenie Ewangelii. W Dziejach Apostolskich Szczepan przedstawiony jest nie jako urzędnik od „dystrybucji żywności”, ale jako ktoś, kto działa w mocy Boga, czyni „wielkie znaki i cuda” wśród ludu (Dz 6,8).
Istotnym elementem jego tożsamości jest połączenie: głęboka znajomość Pisma, umiejętność przemawiania do hellenistycznego środowiska oraz odwaga w konfrontacji z władzami religijnymi. W jego historii splatają się osobiste dary (retoryka, mądrość, wrażliwość na niesprawiedliwość) z działaniem łaski.
Co znaczy „pierwszy męczennik Kościoła” i dlaczego właśnie on
Określenie „pierwszy męczennik” nie jest jedynie tytułem honorowym. Oznacza, że św. Szczepan był pierwszą osobą, która oddała życie z powodu wiary w Jezusa Chrystusa po Jego śmierci i zmartwychwstaniu, w łonie rodzącego się Kościoła. To nie była przypadkowa śmierć w tłumie, ale świadome przyjęcie konsekwencji wyznawanej wiary.
Dlaczego akurat on został pierwszym? Po ludzku można wskazać kilka przyczyn:
- jego odważny styl głoszenia, który uderzał w utarte schematy religijne;
- pochodzenie hellenistyczne, które czyniło go bardziej „podejrzanym” dla radykalnych środowisk żydowskich;
- rosnące napięcie wokół młodej wspólnoty chrześcijańskiej w Jerozolimie.
Z perspektywy wiary Kościół dostrzega w tym jednak coś więcej: Szczepan staje się pierwszym, który do końca upodabnia się do Chrystusa – zarówno w sposobie mówienia o Bogu, jak i w sposobie przeżywania śmierci. Jego męczeństwo otwiera pewien styl: umierania bez nienawiści, ale z modlitwą za prześladowców.
Między legendą a tym, co mówią źródła
O św. Szczepanie wiadomo przede wszystkim to, co przekazują Dzieje Apostolskie (rozdziały 6–7). Późniejsze tradycje hagiograficzne dopowiadają szczegóły, ale kluczowe fakty pochodzą z tekstu biblijnego. To on jest podstawą: wybór na diakona, działalność, konflikt z synagogami hellenistów, proces przed Sanhedrynem i kamienowanie.
W tradycji Kościoła pojawiają się szczegółowe opisy domniemanych miejsc kamienowania, odkrycia relikwii, licznych cudów. Część z nich ma charakter bardziej legendarny, służący budowaniu pobożności niż rekonstrukcji historycznej. Przy lekturze żywotu św. Szczepana warto rozróżniać: to, co jest pewne na mocy natchnionego tekstu, od tego, co wyraża wiarę wieków, ale niekoniecznie daje się potwierdzić historycznie.
Takie rozróżnienie nie osłabia znaczenia świętego, wręcz przeciwnie – pozwala mocniej oprzeć się na tym, co istotne: na jego wierze, odwadze, przebaczeniu i zjednoczeniu z Chrystusem. Zbyt rozbudowane legendy potrafią zagłuszyć to, co w jego historii najbardziej żywe i aktualne.
Dlaczego wspomnienie św. Szczepana przypada w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia
W kalendarzu liturgicznym Kościoła łacińskiego św. Szczepan wspominany jest 26 grudnia, czyli w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. To zestawienie – radość z narodzin Mesjasza i męczeństwo pierwszego świadka – bywa dla wielu zaskoczeniem. A jednak kryje się w nim głęboka logika.
W liturgii Kościół nie zatrzymuje się na „słodkim” obrazie Betlejem. Bardzo szybko pokazuje konsekwencje wcielenia: Syn Boży przyszedł na świat, by zbawić ludzi, ale też by stanąć w prawdzie wobec zła. Szczepan jest pierwszym, który doświadcza, że przyjęcie Słowa Wcielonego oznacza konflikt z logiką przemocy i obłudy religijnej. Dziecię w żłobie prowadzi aż po kamienie rzucone przez tych, którzy odrzucają Jego Ewangelię.
Dla wierzących ten układ świąt jest konkretnym zaproszeniem: radość Bożego Narodzenia nie jest ucieczką od trudnej rzeczywistości. Przeciwnie – ma umacniać do tego, by żyć Ewangelią wśród napięć, niezrozumienia, czasem wrogości. Św. Szczepan uczy, że świętować narodziny Chrystusa to zgodzić się na to, by On kształtował sposób patrzenia nawet na wrogo nastawionych ludzi.
Kontekst historyczny: Jerozolima, Kościół pierwotny i napięcia religijne
Religijno-polityczne tło: Sanhedryn, Rzym i podzielony judaizm
Aby zrozumieć św. Szczepana, trzeba zobaczyć scenę, na której pojawia się jego postać. Jerozolima I wieku to przestrzeń, w której krzyżują się trzy siły: okupacyjna władza rzymska, religijny autorytet Świątyni i Sanhedrynu oraz rozproszone nurty żydowskie (faryzeusze, saduceusze, zeloci, esseńczycy i inne grupy).
Sanhedryn – najwyższa rada żydowska – miał szerokie kompetencje w sprawach religijnych i obyczajowych. Choć nie posiadał pełnej władzy politycznej, to jednak odgrywał kluczową rolę w utrzymywaniu porządku społecznego. Dla rzymskich władz był wygodnym partnerem: dopóki Żydzi kontrolowali własne napięcia wewnętrzne, Rzym mógł spokojniej czerpać podatki i panować nad regionem.
Judaizm tamtego czasu był mocno zróżnicowany. Spory dotyczyły interpretacji Prawa, roli Świątyni, stosunku do władzy Rzymu, oczekiwania na Mesjasza. Na tym tle nowa grupa uczniów Jezusa – ogłaszająca, że Mesjasz już przyszedł i został ukrzyżowany, a jednak żyje – była odbierana jako zagrożenie dla delikatnej równowagi społeczno-religijnej.
Wspólnota jerozolimska: apostołowie, uczniowie, diakoni
Pierwsza wspólnota chrześcijan w Jerozolimie gromadziła się wokół apostołów, świadków zmartwychwstania. Dzieje Apostolskie opisują ją jako grupę dynamicznie rosnącą, ale też zmagającą się z bardzo konkretnymi problemami: ubóstwem części członków, napięciami kulturowymi, presją ze strony władz religijnych.
Struktura tej wspólnoty kształtowała się stopniowo. Apostołowie koncentrowali się na głoszeniu słowa i modlitwie, ale potrzeby codziennego życia wymagały organizacji pomocy materialnej. Gdy doszło do sporu o zaniedbywanie wdów pochodzących z grupy hellenistów, apostołowie podjęli decyzję o wyborze siedmiu mężczyzn, którym powierzyli zadanie troski o konkretne potrzeby.
Dobrym uzupełnieniem będzie też materiał: Św. Łucja: patronka oczu i światła wiary – historia i modlitwa — warto go przejrzeć w kontekście powyższych wskazówek.
Tak rodzi się posługa diakońska, a wśród wybranych pojawia się Szczepan. To ważny sygnał: Kościół od początku doświadcza, że wiara wciela się w struktury, odpowiedzialności, służbę. Nie da się oddzielić „pobożności” od realnego rozwiązywania konfliktów i troski o najsłabszych.
Napięcia między Żydami „helenistami” a „hebrajczykami”
Wspomniany spór o wdowy unaocznia różnice kulturowe wewnątrz wspólnoty. „Hebrajczycy” to Żydzi wychowani w środowisku aramejsko-hebrajskim, mocno związani ze Świątynią, tradycją jerozolimską. „Hellenistami” nazywano Żydów mówiących po grecku, często wychowanych poza Palestyną, bardziej oswojonych z kulturą grecko-rzymską.
Te dwa środowiska różniły się mentalnością, stylem przeżywania wiary, sposobem rozumienia Prawa. To naturalne, że napięcia między nimi przeniosły się do rodzącego się Kościoła. Spór o wdowy był właściwie sporem o uznanie: czy „nasi” i „obcy” będą traktowani równo.
W tym kontekście fakt, że pierwszy męczennik wywodzi się z grupy hellenistów, nie jest przypadkowy. To właśnie ludzie osadzeni na granicy kultur, otwarci, a jednocześnie bardzo wierzący w Chrystusa, stają się często pierwsi celem ataków. Z jednej strony lepiej rozumieją logikę dialogu, z drugiej – budzą niepokój tych, którzy bronią zamkniętych schematów.
Dlaczego właśnie w takim kontekście rodzi się pierwszy męczennik
Śmierć św. Szczepana nie wydarza się w próżni. Jest owocem splotu czynników: dynamicznie rosnącej wspólnoty, nieufności religijnych elit, napięć kulturowych oraz odwagi kilku osób, które zdecydowały się głosić Chrystusa także poza „bezpiecznymi” kręgami.
Z perspektywy wiary można powiedzieć ostro: męczeństwo nie rodzi się w sterylnym, idealnym Kościele, ale pośród realnych konfliktów, niedoskonałości, niedomówień. Św. Szczepan wyrasta z Kościoła, który dopiero się uczy, jak radzić sobie z różnicami, jak ustawiać priorytety, jak bronić się przed presją z zewnątrz. Nie jest bohaterem z bajki, ale człowiekiem stojącym w środku skomplikowanej sytuacji społecznej.

Szczepan jako diakon: służba stołom czy coś znacznie więcej?
Ustanowienie siedmiu diakonów: powody i sens tej decyzji
Opis wyboru siedmiu diakonów w Dz 6,1–6 jest często streszczany do zdania: „Apostołowie wybrali diakonów, żeby rozdzielali jedzenie”. Jest w tym ziarno prawdy, ale uproszczenie zaciemnia mocne przesłanie tego fragmentu.
Problem, od którego wszystko się zaczyna, jest bardzo konkretny: „W tym czasie, gdy liczba uczniów wzrastała, zaczęli helleniści szemrać przeciw Hebrajczykom, że przy codziennym rozdawaniu ich wdowy są zaniedbywane” (Dz 6,1). W centrum nie stoi więc organizacja stołówki, ale poczucie niesprawiedliwości, marginalizacji pewnej grupy we wspólnocie. To konflikt o godność i równe traktowanie.
Apostołowie reagują dojrzale: nie bronią się, nie udają, że problemu nie ma, ale proponują rozwiązanie strukturalne. Wybór siedmiu mężczyzn „cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości” (Dz 6,3) ma zabezpieczyć jakość i sprawiedliwość posługi wobec potrzebujących. To nie jest więc funkcja „drugiej kategorii”, wręcz przeciwnie – zostaje jej powierzona odpowiedzialność za jeden z najbardziej wrażliwych obszarów: wsparcie wdów, czyli tych, którzy w starożytnym społeczeństwie stoją na granicy przetrwania.
Trzy wymiary działania Szczepana: miłość, słowo, znaki
Dzieje Apostolskie pokazują Szczepana w trzech komplementarnych wymiarach:
- posługa charytatywna – wynikająca z samego ustanowienia na diakona, czyli troska o wdowy i ubogich;
- głoszenie słowa – Szczepan prowadzi dyskusje w synagogach, tłumaczy sens osoby i dzieła Jezusa;
- działanie w mocy Ducha – „czyni wielkie cuda i znaki wśród ludu” (Dz 6,8).
Zestawienie tych trzech aspektów chroni przed pokusą „spłaszczenia” diakonatu. Diakon nie jest tylko „osobą od logistyki” w parafii czy od „prac technicznych”. W pierwotnym Kościele diakon łączy głęboką wrażliwość na sprawy materialne z bardzo żywym życiem duchowym i umiejętnością głoszenia prawdy.
W osobie Szczepana widać jeszcze jedną ważną rzecz: duch służby nie stoi w opozycji do odwagi w głoszeniu. Kto naprawdę służy, nie staje się „cichym wykonawcą poleceń”, ale kimś, kto z serca Boga potrafi nazywać po imieniu także strukturalne zło i religijną obłudę. To może boleć – i jego właśnie zabolało aż po śmierć.
Kiedy obraz „diakon od pomocy ubogim” fałszuje rzeczywistość
Diakon jako „człowiek od wszystkiego”? Zniekształcenia współczesnej praktyki
W wielu parafiach diakon bywa postrzegany jako „pomocnik księdza od technikaliów”: kadzidło, procesja, księga Ewangelii, ewentualnie organizacja festynu. Ten obraz rodzi się zwykle z dobrej intencji – „niech proboszcz ma wsparcie” – ale w praktyce spłaszcza sens diakonatu. Jeśli diakon staje się głównie „liturgicznym asystentem”, ginie to, co w Szczepanie było centralne: twórcze połączenie słowa, stołu i znaków.
Popularna rada brzmi: „Zaangażujmy diakona w to, czego księża nie wyrabiają czasowo”. Problem pojawia się wtedy, gdy lista zadań zaczyna przypominać katalog zleceń technicznych: nagłośnienie, grafiki, media społecznościowe, dokumenty. W pewnej mierze to naturalne – ktoś musi się tym zająć – ale jeśli zabraknie przestrzeni na głoszenie słowa i realną bliskość z ubogimi, diakonat zostaje zdegradowany do funkcji menedżerskiej.
Alternatywą, której wzór daje Szczepan, jest postawienie w centrum pytania: „Gdzie dziś we wspólnocie rodzi się niesprawiedliwość, poczucie opuszczenia, chaos w rozdziale dóbr materialnych i duchowych?”. Diakon nie jest wtedy od „obsługi”, lecz od inicjowania konkretnych odpowiedzi na te napięcia. Czasem będzie to organizacja jadłodajni, czasem spokojna rozmowa z osobami, które czują się pominięte, innym razem – uporządkowanie finansów tak, aby darczyńcy i potrzebujący wiedzieli, co się dzieje z pieniędzmi.
Diakonat między liturgią a ulicą: napięcie, które budował Szczepan
Szczepan uczestniczył w życiu modlitewnym wspólnoty, ale jego główne „pole rażenia” było tam, gdzie ścierały się różne wizje religijności: w synagogach, na ulicy, w rozmowie z tymi, którzy nie byli przekonani. Diakonat, który zostaje zamknięty wyłącznie w zakrystii, traci swój nerw. Liturgia bez realnej obecności między ludźmi staje się estetycznym spektaklem, a nie ukoronowaniem służby.
Czasami słyszy się poradę: „Nie wychodźmy za bardzo na zewnątrz, bo będzie konflikt”. Szczepan pokazuje odwrotną dynamikę. Właśnie tam, gdzie jest konflikt – religijny, społeczny, kulturowy – diakon ma coś do zrobienia. Nie chodzi o prowokowanie kłótni, lecz o nieuciekanie od trudnych pytań. Ten, kto z definicji ma w rękach słowo Boże i chleb dla ubogich, nie może zadowolić się rolą „ceremoniału bez konsekwencji”.
Praktycznie: tam, gdzie diakon spędza większość czasu w biurze parafialnym, a prawie wcale nie rozmawia z ludźmi na marginesie – migrantami, samotnymi, zadłużonymi – coś jest odwrócone. To tak, jakby Szczepan ograniczył się do układania listy wdów, zamiast wejść w ich realne historie, zobaczyć, kto naprawdę zostaje bez pomocy i dlaczego.
Mowa Szczepana przed Sanhedrynem: niekomfortowe lustro dla religii
Biblijna „lekcja historii” czy duchowa diagnoza?
Mowa Szczepana (Dz 7) bywa interpretowana jako długa, erudycyjna synteza dziejów Izraela. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście wygląda jak katecheza biblijna: Abraham, Józef, Mojżesz, Świątynia. Jednak konstrukcja tej mowy jest celowa: nie ma to być wykład teoretyczny, lecz zwierciadło, w którym słuchacze mają zobaczyć własną twarz.
Szczepan wybiera z historii Izraela te momenty, w których lud Boży nie rozpoznał Bożego działania: odrzucenie Józefa przez braci, sprzeciw wobec Mojżesza, przywiązanie do Świątyni kosztem żywej relacji z Bogiem. Na końcu tej linii pojawia się Jezus – odrzucony przez „swoich”. To nie jest akademicka paralela, tylko brutalnie szczere stwierdzenie: „robicie dokładnie to samo, co wasi ojcowie”. Religijność, która czuwa nad pamięcią, staje się jednocześnie ślepa na teraźniejszość.
Taka diagnoza jest zawsze ryzykowna. Dzisiaj przybiera inną formę: „Bronimy tradycji, a jednocześnie nie słuchamy, co Bóg mówi przez konkretne wydarzenia, ludzi, znaki czasu”. Szczepan uderza w pokusę, która wraca w każdej epoce: zamienić wiarę w muzeum świętych rzeczy, zamiast w drogę za żywym Bogiem.
Oskarżenia o bluźnierstwo: kiedy obrona „świętości” staje się pretekstem
Przeciwnicy Szczepana zarzucają mu bluźnierstwo przeciwko Mojżeszowi i Świątyni. Mechanizm jest stary i zaskakująco aktualny: jeśli chcesz uciszyć kogoś, kto obnaża religijną hipokryzję, oskarż go o uderzanie w to, co dla wspólnoty jest „nietykalne”. Wtedy obrona własnej pozycji wygląda jak obrona Boga.
Popularna taktyka brzmi: „Ten człowiek atakuje Kościół, tradycję, kapłanów – trzeba go wyeliminować dla dobra wiernych”. W wersji sanhedryńskiej: „Ten człowiek mówi przeciwko Świątyni i Prawu”. Tymczasem Szczepan nie neguje ani Prawa, ani wybrania Izraela. Pokazuje tylko, że te dary zostały wypaczone, gdy zaczęto je traktować jako gwarancję bezpieczeństwa, a nie zaproszenie do nawrócenia.
To rozróżnienie bywa bolesne. Najtrudniej usłyszeć, że można szczerze kochać instytucję religijną, a równocześnie bronić w niej struktur, które sprzeciwiają się samemu Bogu. Szczepan wystawia na światło dzienne tę dwuznaczność i płaci za to najwyższą cenę.
Zarzut „twardego karku”: buntownicy czy ludzie przywiązani do form?
W kulminacyjnym momencie swojej mowy Szczepan nie owija w bawełnę: „Twardego karku i opornych serc i uszu, wy sprzeciwiacie się zawsze Duchowi Świętemu” (Dz 7,51). Brzmi to jak zwyczajna obelga, ale w języku biblijnym to termin techniczny opisujący upór wobec Boga. Problemem nie jest więc brak religijności, lecz odporność na działanie Ducha.
Doświadczenie Kościoła pokazuje, że najbardziej „twardy kark” często nie pojawia się tam, gdzie ludzie otwarcie odchodzą od wiary, ale tam, gdzie wszyscy są „w porządku”: mają właściwe poglądy, znają przepisy, bronią ortodoksji. Gdy ktoś w takim środowisku odważy się zapytać o realne owoce, o los najsłabszych, o przejrzystość działań – bywa postrzegany jako zagrożenie. Dokładnie to stało się z diakonem, który zbyt konsekwentnie wziął na serio Ewangelię.
Przykład z codzienności: osoba świecka lub duchowna zaczyna mówić o systemowych nadużyciach finansowych w parafii czy diecezji. Formalnie wszyscy zgadzają się z Ewangelią ubogich, w praktyce jednak rodzi się oskarżenie: „sieje zamęt, szkodzi Kościołowi”. Mechanizm ten sam – obrona wizerunku kosztem prawdy.
Kamienowanie Szczepana: męczeństwo jako „przejście” a nie przegrana
Wizja otwartego nieba: jak umierają ludzie zakorzenieni w Bogu
Opisując ostatnie chwile Szczepana, Łukasz notuje dwa obrazy: „ujrzał chwałę Bożą i Jezusa stojącego po prawicy Boga” oraz słowa modlitwy: „Panie Jezu, przyjmij ducha mego” (Dz 7,55.59). To, co widzi i co mówi, nie jest oderwane od jego wcześniejszego życia. Ten rodzaj pokoju w obliczu przemocy nie rodzi się w ostatnich pięciu minutach, ale jest owocem długiego dojrzewania w słuchaniu Słowa i w konkretnym zaufaniu Bogu.
Szczepan nie widzi pustki ani „tragicznego końca projektu zwanego Kościołem”. Widzi Jezusa stojącego – nie siedzącego – po prawicy Ojca. Obraz „stojącego” sugeruje aktywność, gotowość do przyjęcia świadka. Męczeństwo nie jest więc w tej perspektywie porażką ewangelizacji, lecz jej ukoronowaniem: to moment, gdy słowo i czyn zlewają się w jedno.
Ten sposób patrzenia staje się realnym wyzwaniem zwłaszcza dla tych, którzy doświadczają „małych prześladowań”: ośmieszenia w pracy, marginalizacji w rodzinie, utraty stanowiska za wierność sumieniu. Łatwo wtedy uznać, że „wszystko poszło na marne”. Historia Szczepana podpowiada inną interpretację: tam, gdzie wierność kosztuje, zwykle dzieje się coś bardziej zasadniczego, niż widać gołym okiem.
Modlitwa za prześladowców: naśladowanie Jezusa do końca
Jedno z najbardziej poruszających zdań Dziejów Apostolskich brzmi: „Panie, nie poczytaj im tego grzechu” (Dz 7,60). To echo słów Jezusa z krzyża. Szczepan nie tylko przypomina Jego nauczanie, lecz wciela je w ekstremalnym momencie. Nie modli się o natychmiastowy cud, nie prosi o zmianę serc oprawców tu i teraz. Prosi, by ich czyn nie został im „zapisany” jako definitywne „nie” wobec Boga.
Taka modlitwa nie jest słodką formą „bycia miłym”. Wymaga uznania, że sprawiedliwość należy do Boga, a nie do mnie. Diakon rezygnuje z prawa do odwetu, do życzenia im „by zobaczyli, jak bardzo się mylą”. W świecie zdominowanym przez kulturę natychmiastowej riposty i „odstrzału” przeciwnika w mediach społecznościowych to gest radykalnie kontrkulturowy.
Mały, ale wymowny przykład: ktoś zostaje publicznie oczerniony w internecie z powodu swojej wiary. Naturalna rada brzmi: „Oddaj im tym samym, nie daj sobą pomiatać”. Istnieją sytuacje, w których publiczna obrona dobrego imienia jest konieczna. Jednak modlitwa Szczepana przypomina, że nawet wtedy granica przebiega gdzie indziej: po stronie pragnienia nawrócenia winnego, a nie jego zniszczenia. Można dochodzić prawdy, nie karmiąc jednocześnie w sercu spirali nienawiści.
Szawel jako „świadek” – paradoksalna skuteczność męczennika
W scenie kamienowania pojawia się pozornie drugoplanowa postać: młody Szawel, który „pilnował szat” i „zgadzał się na zabicie Szczepana” (por. Dz 7,58; 8,1). Dla wielu czytelników to detal, tymczasem Łukasz umieszcza go tu nieprzypadkowo. Ten, który stoi po stronie prześladowców, staje się później jednym z największych apostołów. Można powiedzieć mocno: ziarno jego nawrócenia zostaje wrzucone w ziemię w momencie śmierci Szczepana.
W ten sposób objawia się szczególny wymiar „skuteczności” męczennika. Nie polega ona na tym, że przeciwnicy natychmiast się nawracają, przepraszają, przyznają do błędu. Często zewnętrznie wszystko wygląda odwrotnie: prześladowcy triumfują, wspólnota się rozprasza, a świadek umiera. A jednak w planie Boga to właśnie ten „przegrany” moment staje się początkiem nowej misji. Gdyby nie Szczepan, historia Pawła mogłaby wyglądać inaczej – Łukasz sugeruje tę głęboką, choć ukrytą więź.
Ta perspektywa jest trzeźwiąca także dziś. Kto pragnie naśladować św. Szczepana, nie powinien czekać na „idealne warunki” w Kościele czy świecie. Właśnie w nieuporządkowanej rzeczywistości, gdzie są napięcia, błędy, nierówności, kształtuje się prawdziwa świętość. Wiele współczesnych refleksji na temat męczenników można znaleźć na takich stronach jak Blog o Religii, gdzie historia świętych bywa pokazana właśnie w konfrontacji z realnym światem, a nie w oderwaniu od niego.
Podobna dynamika pojawia się i dziś tam, gdzie świadectwo osoby wiernej sumieniu dotyka serc tych, którzy początkowo ją wyśmiewali lub niszczyli. Niekiedy mija wiele lat, zanim ktoś przyzna: „Twoja postawa wtedy nie dawała mi spokoju”. Męczeństwo, także to „białe”, zwykle pracuje w czasie dłużej, niż chcielibyśmy widzieć.

Św. Szczepan w tradycji Kościoła: pamięć, która prowokuje do działania
Dlaczego tuż po Bożym Narodzeniu? Logika kalendarza liturgicznego
Umieszczenie wspomnienia św. Szczepana 26 grudnia nie jest liturgiczną dekoracją ani przypadkowym wyborem. Kościół bardzo świadomie zestawia radość z narodzin Jezusa z pamięcią o pierwszym męczenniku. Rodzi się Ten, który przychodzi zbawić świat, a niemal natychmiast widzimy, jak ten świat reaguje na Ewangelię: przemocą wobec jej świadków.
To zestawienie rozbija naiwny obraz chrześcijaństwa jako „miłej opowieści o Dobrym Człowieku”. Narodzenie Syna Bożego prowadzi prostą drogą do krzyża, a w życiu Kościoła – do męczeństwa Jego uczniów. Kto śpiewa kolędy, a jednocześnie nie chce słyszeć o tych, którzy za wiarę płacą realną cenę, wycina z Ewangelii jej najostrzejszy wymiar.
Święto Szczepana zaraz po Bożym Narodzeniu to także korekta dla sentymentalnej religijności. Dziecię w żłobie nie pozostaje wiecznie bezbronnym niemowlęciem. Dorasta, głosi słowo, demaskuje zło – i prowokuje sprzeciw. Pierwszy męczennik jest jak znak: jeśli chcesz naprawdę przyjąć Jezusa, przygotuj się na to, że Jego światło obnaży także ciemne miejsca w tobie i wokół ciebie.
Tradycje ludowe a ewangeliczne jądro święta
W polskiej tradycji dzień św. Szczepana kojarzy się z poświęceniem owsa, obrzucaniem się ziarnem, dawniej także z kolędniczymi odwiedzinami. Te zwyczaje niosą w sobie prostą intuicję: ziarno, które ma obumrzeć, by wydać plon. Niestety bywa i tak, że obrzęd przeżywany jest w całkowitym oderwaniu od osoby świętego – zostaje sympatyczna „folklorystyczna otoczka”, bez odniesienia do męczeństwa.
Między folklorem a nawróceniem: co zrobić ze „święconym owsem” dziś?
Jedni reagują alergicznie na religijny folklor i chcieliby wyrzucić z kościołów wszystko, co pachnie ludowością. Inni z kolei bronią każdego zwyczaju jak świętości, nawet jeśli od dawna nikt już nie pamięta, co on oznacza. Obie postawy rozmijają się z duchem św. Szczepana. On nie walczył z formą jako taką, ale z formą, która przestała służyć nawróceniu.
Poświęcenie owsa czy obrzucanie się ziarnem może być katechezą w działaniu: gestem, który przypomina, że chrześcijańskie życie polega na zgodzie na „obumarcie” w małych rzeczach. Ten sam gest może jednak stać się pustą zabawą albo magicznym rytuałem: „posypię kogoś, to będzie szczęśliwy rok”. Wtedy zwyczaj nie tylko traci sens, lecz wręcz zaciemnia Ewangelię, podmieniając ją na myślenie o „zabezpieczaniu się” przed nieszczęściem.
Rozsądniejsza droga niż radykalne „za” lub „przeciw” ludowym tradycjom polega na zadaniu prostego pytania: czy dany zwyczaj pomaga mi i wspólnocie konkretnie żyć jak uczniowie Jezusa, czy utrwala jedynie religijny sentymentalizm? Jeśli odpowiedź jest uczciwie negatywna, lepiej taki ryt przemyśleć, oczyścić lub po prostu zostawić. Święty, który zginął za prawdę, nie potrzebuje dekoracji; potrzebuje uczniów, którzy wezmą na serio jego Ewangelię.
Szczepan jako lustro dla Kościoła instytucjonalnego
Postać diakona bywa wygodnie „sprywatyzowana”: podkreśla się jego osobistą odwagę, a pomija fakt, że jego konflikt toczy się z religijną elitą, przekonaną o swojej wierności Bogu. Tymczasem właśnie ten wymiar czyni go niepokojącym świętym dla każdego systemu kościelnego. Nie wystarczy powtarzać, że „Kościół nie jest doskonały” – to truizm, którym da się przykryć każdą niewygodną sprawę. Szczepan pokazuje, jak wygląda wierna miłość do Kościoła, która nie zasłania się ogólnikami.
Paradoksalnie, to nie zewnętrzni wrogowie są dla wspólnoty największym zagrożeniem, ale ci, którzy – tak jak oskarżyciele Szczepana – powołują się na „obronę świętości”, gdy w grę wchodzi ich władza, wpływy czy przywileje. Popularna rada brzmi: „Kościół trzeba chronić przed skandalami, bo inaczej ludzie odejdą”. Taka strategia działa jedynie krótkoterminowo, a w dłuższej perspektywie niszczy zaufanie bardziej niż samo zło, które próbowano ukryć. Święty diakon uderza właśnie w ten model myślenia: z punktu widzenia wizerunku jest katastrofą, z punktu widzenia Ewangelii – błogosławieństwem.
Alternatywa, którą sugeruje jego postawa, jest prosta, choć wymagająca: lepiej stracić część prestiżu, a zyskać wiarygodność, niż odwrotnie. Dotyczy to zarówno poziomu parafii, jak i całej instytucji. W realnym życiu oznacza to zgodę na ujawnienie nadużyć, na przejrzyste mechanizmy kontroli, na słuchanie świeckich, którzy podnoszą trudne tematy. Tam, gdzie takie głosy są systemowo dyskredytowane jako „wrogie Kościołowi”, duch Szczepana jest wyraźnie nieobecny.
Na koniec warto zerknąć również na: Św. Łucja: światło wiary silniejsze niż prześladowanie — to dobre domknięcie tematu.
„Męczeństwo białe” – gdy nie leje się krew, ale pękają kariery
Większość chrześcijan nie umrze z kamieniami lecącymi w ich stronę. Dużo częściej spotka się z formą męczeństwa mniej spektakularną, ale równie realną: utratą zaufania, stanowiska, przyjaźni, gdy nie zgadzają się na moralne kompromisy. W środowiskach kościelnych bywa to jeszcze trudniejsze, bo dotyczy ludzi, z którymi dzieli się wiarę i sakramenty. Zdrada „od środka” rani bardziej niż prześladowanie „z zewnątrz”.
Popularna porada brzmi: „Nie wychylaj się, rób swoje, Bóg osądzi”. Bywają sytuacje, w których milczenie rzeczywiście jest roztropne – gdy mówienie zwiększy krzywdę ofiar lub gdy brakuje rzetelnych informacji. Jednak jako uniwersalna zasada to droga do współudziału. Szczepan nie „robił swojego” w wąskim sensie; zabrał głos, choć wiedział, że nie będzie to dobrze przyjęte. Jego przykład nie oznacza, że każdy ma publicznie nagłaśniać każdy problem. Pokazuje raczej, że uczciwe sumienie nie może wiecznie zasłaniać się komfortem czy lękiem.
„Białe męczeństwo” pojawia się tam, gdzie człowiek ponosi realne koszty za wybór prawdy, nawet jeśli nie znajdzie się potem na ołtarzu. Nauczyciel, który odmawia zaniżania wymagań, choć wie, że straci popularność. Lekarz, który nie podpisze się pod praktyką sprzeczną z etyką, choć zamknie to przed nim część ścieżek kariery. Katecheta, który nie chce tuszować trudnych pytań młodzieży, choć musi się liczyć z niechęcią przełożonych. Tego typu decyzje rzadko są widowiskowe; często rozgrywają się w ciszy gabinetu lub rozmowy w cztery oczy. Właśnie tam duch św. Szczepana staje się najbardziej konkretny.
Odwaga i roztropność: kiedy mówić, a kiedy milczeć?
Łatwo sprowadzić opowieść o męczenniku do hasła: „Zawsze mów prawdę wprost, niezależnie od konsekwencji”. To slogan, który w praktyce bywa destrukcyjny. Szczepan nie jest bohaterem impulsywnej szczerości; jego mocne słowa są owocem rozeznania i długiego słuchania Boga. Ewangeliczna odwaga nie polega na tym, by wypowiedzieć wszystko, co się widzi i myśli, ale by powiedzieć to, co w danym momencie służy dobru – nawet jeśli jest niewygodne.
Są sytuacje, w których natychmiastowa „prawda prosto w oczy” przyniesie więcej szkody niż pożytku: gdy osoba jest w stanie silnego afektu, gdy brakuje jej minimalnej przestrzeni na przyjęcie krytyki, gdy istnieje realne ryzyko odwetu na niewinnych. Wtedy milczenie nie musi oznaczać tchórzostwa; może być formą ochrony słabszych. Kluczowe pytanie nie brzmi: „Czy się boję?”, lecz: „Komu to, co powiem, realnie pomoże? Czy mam plan, co dalej?”.
Z drugiej strony, powoływanie się na „roztropność” staje się wygodną wymówką, jeśli trwa latami i nigdy nie prowadzi do żadnej formy skonfrontowania złem. Jeśli ktoś od dekady „czeka na dobry moment”, by zareagować na krzywdę, prawdopodobnie nie chodzi już o roztropność, tylko o lęk i przywiązanie do świętego spokoju. Szczepan inspiruje, by nie uciekać w skrajności: ani w brutalną szczerość, ani w bezterminowe milczenie.
Św. Szczepan w życiu osobistym: jak modli się męczennik i czego może uczyć nasze sumienie
Modlitwa, która nie ucieka od konfliktu
Gdy myśli się o świętych modlących się w obliczu śmierci, łatwo wyobrazić sobie „słodką” scenę pobożności oderwaną od realnych napięć. Tymczasem słowa Szczepana rodzą się w środku konfliktu, wśród krzyków i agresji. Nie są spokojnym rozważaniem w zaciszu klasztoru, lecz odpowiedzią na przemoc. Taka modlitwa nie ucieka od rzeczywistości – nie udaje, że zło nie istnieje, ale oddaje je w ręce Boga.
Dla wielu osób modlitwa jest naturalnym miejscem ucieczki: „Przyjdę do kościoła, żeby choć na chwilę o tym wszystkim zapomnieć”. Taka potrzeba wytchnienia bywa uzdrawiająca. Nie sprawdza się jednak tam, gdzie modlitwa staje się stałą strategią omijania trudnych decyzji. Jeśli ktoś latami prosi o „pokój w rodzinie”, ale konsekwentnie milczy wobec przemocy psychicznej czy finansowej, używa Boga jako zasłony dymnej. Szczepan pokazuje inną logikę: modlitwa nie zastępuje działania; modlitwa nadaje mu kierunek i chroni przed zatruciem serca.
W praktyce może to wyglądać tak: człowiek staje przed wyborem zgłoszenia poważnego nadużycia w pracy lub parafii. Zamiast ograniczyć się do „Boże, zrób coś z tą sytuacją”, prosi o światło, z kim to omówić, jakie kroki są konieczne, jak ustrzec się chęci osobistej zemsty. Taka modlitwa nie jest wygodna, bo prowadzi do decyzji; jednocześnie chroni przed wejściem w logikę przemocy, którą samemu się potępia.
„Panie Jezu, przyjmij ducha mego”: oddawanie kontroli
Słowa diakona wypowiedziane w chwili śmierci są streszczeniem całego jego życia: zgody na to, że ostatecznie nie kontroluje ani efektów swojej misji, ani reakcji ludzi. Wielu wierzących deklaruje zaufanie Bogu, ale w praktyce oczekuje, że wierność automatycznie przyniesie „ładne” owoce: nawrócenia, pojednania, sukcesy duszpasterskie. Gdy tego nie widać, pojawia się pokusa zniechęcenia: „Po co to wszystko było?”.
Oddanie swojego „ducha” nie polega na rezygnacji z myślenia czy odpowiedzialności, ale na przyjęciu faktu, że owoce nie należą do mnie. Szczepan umiera w momencie, gdy jego przeciwnicy tryumfują, a wspólnota jest rozproszona. Z zewnątrz to obraz porażki. W perspektywie wiary to chwila zasiewu, której skutki zobaczymy dopiero w drodze Szawła do Damaszku. Podobnie bywa w relacjach rodzinnych: modlitwa i konsekwentna postawa jednej osoby przez lata wydaje się bezskuteczna, aż po długim czasie zaczyna kruszyć opór kogoś, kto wcześniej kpił z wiary.
Ta logika jest przeciwieństwem myślenia projektowego, tak popularnego także w Kościele: „Zróbmy plan, zróbmy strategię, rozliczmy efekty”. Planowanie jest potrzebne, dopóki nie uzurpuje sobie prawa do oceny sensu ludzkiej wierności. Męczennik uczy, że nie każdą drogę da się zmierzyć liczbą nawróconych czy zapełnionych ławek. Niektóre ziarna kiełkują daleko poza zasięgiem naszego wzroku.
„Nie poczytaj im tego grzechu”: wolność od roli sędziego
Jedną z najtrudniejszych modlitw jest prośba o miłosierdzie dla tych, którzy realnie wyrządzili zło. Nie chodzi o emocjonalne „czucie” przebaczenia, ale o decyzję, by nie życzyć im wiecznego potępienia. Kultura podpowiada coś odwrotnego: „Niech spotka ich to samo, co zrobili innym”. Czasem dodaje się do tego religijny ornament: „Sprawiedliwość Boża ich dopadnie”. Szczepan nie wybiela grzechu swoich oprawców, ale oddaje ich w ręce Boga inaczej – prosi, by ich obecny czyn nie stał się dla nich pieczęcią na całą wieczność.
Ta modlitwa ma dwa skutki. Z jednej strony otwiera przestrzeń łaski dla winnych. Z drugiej – chroni serce pokrzywdzonego przed związaniem z przemocą, która go dotknęła. Trzymanie w sobie roli „sędziego” jest ciężarem, który z czasem zatruwa także ofiarę. Nie oznacza to rezygnacji z domagania się sprawiedliwości, z procesów, z naprawienia szkód. Oznacza natomiast, że ostateczny wyrok nie należy do mnie. Bóg widzi kontekst, motywacje, zranienia, których ja nie znam.
W praktyce taka modlitwa bywa możliwa dopiero po długim procesie: terapii, konfrontacji, nazwania zła po imieniu. Próba narzucenia jej „na skróty” – np. mówienie osobie skrzywdzonej, że ma natychmiast przebaczyć – jest przemocą duchową, nie Ewangelią. Niekiedy pierwszym uczciwym krokiem jest zdanie przed Bogiem: „Nie potrafię im tego przebaczyć, ale nie chcę też życzyć im wiecznego potępienia. Zrób z tym, co uważasz za słuszne”. To już jest wejście w modlitwę Szczepana, choć jeszcze dalekie od jej pełni.
Św. Szczepan jako patron odwagi świeckich: diakonat, odpowiedzialność i zmiana perspektywy
Diakon nie jako „pomocnik księdza”, ale świadek na pierwszej linii
Szczepan był jednym z siedmiu, których Apostołowie wyznaczyli do „obsługi stołów”, by nie zaniedbywać modlitwy i głoszenia słowa. Popularne, uproszczone ujęcie sprowadza diakonat do roli techniczno-liturgicznej: ktoś, kto pomoże przy ołtarzu, zaniesie Komunię chorym, zorganizuje zbiórkę. Tymczasem Dzieje Apostolskie pokazują, że diakon jest także głosicielem, człowiekiem słowa, który ma odwagę mówić do przywódców religijnych wprost.
Ta perspektywa wywraca myślenie o roli świeckich w Kościele. Nie są oni po to, by „odciążyć księdza w mniej ważnych sprawach”, ale by wnieść własne charyzmaty tam, gdzie duchowni nie dotrą: w świat pracy, szkoły, polityki, kultury. Jeśli traktuje się ich jedynie jako „wolontariuszy od dekoracji i logistyki”, duch Szczepana zostaje zredukowany do roli kościelnego administratora. Tymczasem jego męczeństwo dowodzi, że służba przy stołach i głoszenie prawdy idą razem.
W praktyce oznacza to zgodę na to, by świeccy zabierali głos nie tylko w sprawach organizacyjnych, ale także w kwestiach etycznych, finansowych czy strukturalnych w parafii. To niewygodne, bo wymaga dzielenia się realną władzą, a nie tylko obowiązkami. Tam, gdzie wspólnoty uczą się słuchać diakonów i zaangażowanych świeckich jak równoprawnych partnerów, rodzi się Kościół bardziej odporny na nadużycia – i bardziej wierny Ewangelii, którą głosił pierwszy męczennik.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Kiedy żył święty Szczepan i kim był z pochodzenia?
Święty Szczepan żył w I wieku, w czasach bezpośrednio następujących po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Był jednym z pierwszych uczniów Chrystusa w Jerozolimie, należącym do wspólnoty tzw. Kościoła pierwotnego.
Pochodził z grupy Żydów hellenistów, czyli Żydów posługujących się na co dzień językiem greckim i wychowanych w kulturze diaspory. To oznaczało nieco inną mentalność niż u „hebrajczyków” silnie związanych z tradycją świątynną w Jerozolimie. To właśnie to „pomiędzy światami” – żydowskim i grecko-rzymskim – dawało mu zdolność łączenia głębokiej znajomości Pisma z umiejętnością mówienia do ludzi spoza wąskiego, religijnego kręgu.
Dlaczego święty Szczepan nazywany jest pierwszym męczennikiem Kościoła?
Szczepan nazywany jest „pierwszym męczennikiem Kościoła”, ponieważ jako pierwszy oddał życie wyłącznie z powodu wiary w Jezusa Chrystusa w obrębie rodzącej się wspólnoty chrześcijańskiej. Jego śmierć nie była przypadkową ofiarą zamieszek, ale konsekwencją publicznego głoszenia Ewangelii i krytyki religijnej obłudy.
Dzieje Apostolskie pokazują, że Szczepan do końca upodobnił się do Chrystusa: zarówno w sposobie mówienia o Bogu, jak i w sposobie umierania – modląc się za prześladowców i przebaczając. W tym sensie jego męczeństwo staje się wzorem: chrześcijaństwo nie broni się przemocą, tylko wiernością prawdzie i miłości aż do końca.
Na czym polegała rola świętego Szczepana jako diakona?
Szczepan został wybrany przez apostołów na diakona, czyli sługę wspólnoty. Klasyczna, uproszczona odpowiedź brzmi: „zajmował się rozdawaniem żywności ubogim”. To prawda, ale tylko częściowa. Według Dziejów Apostolskich jego posługa łączyła bardzo konkretne działania charytatywne z głoszeniem słowa, znakami i cudami.
W praktyce diakon nie był „kościelnym urzędnikiem od pomocy socjalnej”. Był kimś, kto:
- rozwiązuje realne konflikty (np. spór o zaniedbywane wdowy hellenistek),
- dba o najsłabszych członków wspólnoty,
- głosi Ewangelię w środowiskach, do których apostołowie mieli mniejszy dostęp.
Taki model nadal pozostaje aktualny: wiara, która nie przekłada się na konkretne gesty wobec innych, szybko zamienia się w czystą teorię.
Dlaczego świętego Szczepana wspomina się 26 grudnia, zaraz po Bożym Narodzeniu?
W Kościele łacińskim wspomnienie św. Szczepana przypada 26 grudnia, czyli w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. To zestawienie radości narodzin Mesjasza z dramatem męczeństwa wydaje się na pierwszy rzut oka dziwne, ale ma swoją logikę: pokazuje, że wcielenie nie jest „słodką opowieścią”, lecz wejściem Boga w świat pełen przemocy i niesprawiedliwości.
Kościół zaraz po świętowaniu żłóbka pokazuje konsekwencje przyjęcia Słowa Wcielonego: wierność Ewangelii prowadzi do konfliktu z logiką przemocy, także religijnej. Dzień św. Szczepana jest więc czymś w rodzaju „testu na powagę” Bożego Narodzenia – czy zostaje tylko przy choince i prezentach, czy prowadzi do odwagi życia w prawdzie nawet wtedy, gdy to kosztuje.
Jakie są najważniejsze modlitwy do świętego Szczepana i o co się przez niego prosi?
Modlitwy do św. Szczepana koncentrują się wokół kilku tematów: odwagi w wyznawaniu wiary, umiejętności przebaczenia oraz wierności sumieniu. Prosi się go także o pomoc dla tych, którzy doświadczają prześladowań – nie tylko fizycznych, lecz również w postaci drwin, wykluczenia czy presji środowiska.
Najczęstsze formy modlitwy to:
- krótka modlitwa o łaskę przebaczenia tym, którzy zadają ból,
- prośba o odwagę w sytuacjach zawodowych lub rodzinnych, gdy trzeba stanąć po stronie prawdy,
- modlitwa za Kościół prześladowany w różnych częściach świata.
Popularna rada brzmi: „módl się o to, by nie mieć żadnych konfliktów”. Historia Szczepana pokazuje jednak coś innego – czasem ważniejsze jest proszenie o mądrość i miłość w samym środku konfliktu, którego nie da się po prostu uniknąć.
Co o świętym Szczepanie wiemy na pewno, a co jest legendą?
Podstawowe i pewne informacje o św. Szczepanie pochodzą z Dziejów Apostolskich (rozdziały 6–7). Z tego biblijnego źródła znamy jego wybór na diakona, działalność wśród wspólnoty, konflikt z synagogami hellenistów, przesłuchanie przed Sanhedrynem oraz kamienowanie.
Późniejsze wieki dopowiedziały liczne szczegóły: dokładne miejsce kamienowania, opowieści o odnalezieniu relikwii, konkretne cuda. Część z nich ma charakter bardziej legendy budującej pobożność niż weryfikowalnego faktu historycznego. To nie znaczy, że trzeba je z góry odrzucać, lecz dobrze jest rozróżniać warstwy: twarde dane biblijne i tradycję, która pokazuje, jak przez wieki wierzono i modlono się do św. Szczepana. Taki „trzeźwy realizm” nie osłabia jego znaczenia, ale pomaga skupić się na tym, co naprawdę kluczowe – jego wierze, odwadze i przebaczeniu.
Jak przykład świętego Szczepana może pomóc w codziennym życiu?
Najprostsza odpowiedź brzmi: „uczy odwagi wiary”. To prawda, ale w praktyce wygląda to bardziej konkretnie. Szczepan pokazuje, jak łączyć głęboką znajomość Słowa Bożego, wrażliwość na niesprawiedliwość oraz zdolność do przebaczenia. Nie chodzi o to, by szukać cierpienia, ale by nie sprzedawać własnego sumienia za święty spokój.
Przykład z życia: ktoś w pracy widzi, że kolega jest systematycznie pomijany i wyśmiewany. Najprostsza rada: „nie mieszaj się, po co ci kłopoty”. Postawa „w duchu Szczepana” może wyglądać inaczej – spokojne, ale jasne powiedzenie, że takie zachowanie jest krzywdzące, wsparcie osoby atakowanej, a potem modlitwa zarówno za nią, jak i za tych, którzy ranią. To właśnie ten paradoks: sprzeciw wobec zła bez karmienia w sobie nienawiści.
Bibliografia
- Biblia Tysiąclecia. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Pallottinum (2003) – Podstawowy tekst o św. Szczepanie: Dz 6–7, kontekst Kościoła pierwotnego
- Catechism of the Catholic Church. Libreria Editrice Vaticana (1997) – Nauczanie o męczeństwie, świętych, kulcie liturgicznym
- Encyklopedia katolicka. Tom 18: Szczepan – Żyżyn. Towarzystwo Naukowe KUL (2013) – Hasło o św. Szczepanie, męczeństwie i kulcie w tradycji Kościoła
- The Acts of the Apostles. Yale University Press (2008) – Komentarz C.K. Barretta; analiza historyczna Dz 6–7 i postaci Szczepana
- The Birth of the Church: From Jesus to Constantine (AD 30–312). Ignatius Press (2005) – Kontekst Kościoła jerozolimskiego, struktury, diakoni, prześladowania
- Jerusalem in the Time of Jesus. Fortress Press (1975) – Joachim Jeremias; tło społeczne, Sanhedryn, grupy żydowskie I wieku
- The Cambridge History of Judaism. Volume 3: The Early Roman Period. Cambridge University Press (1984) – Podzielony judaizm, relacje z Rzymem, struktury religijno‑polityczne






